Psie Wychowanie

PSUcie PSA

czyli 10 najczęściej popełnianych błędów

Dog - pulling person

"Taka ładna rasa".
Pierwszy i podstawowy błąd, który często przez długie lata odbija się właścicielowi czkawką. Moda i uroda nie powinny stanowić podstawowego kryterium wyboru psa. Znacznie ważniejsze są predyspozycje/historia i użytkowość rasy, a także wymagania dotyczące ruchu i pielęgnacji. Żeby uniknąć rozczarowań, to wszystko warto skonfrontować z własnymi możliwościami i pragnieniami. Szczerze doradzam, aby wybór rasy była wypadkową tych elementów, nawet jeśli finalna decyzja będzie kompromisem i zamiast niebieskookiego, wymarzonego husky w naszym domu zamieszka "piękny" border terrier.

"Pies z dobrego domu".
Pierwsze tygodnie szczenięcego życia, w ogromnym stopniu determinują psychikę dorosłego psa. Zbytnia lękliwość, przesadna ostrożność, nadpobudliwość, brak kontroli w zabawie, stereotypie, problemy eliminacyjne oraz wiele innych niepożądanych zachowań to efekty błędów popełnianych przez hodowców w okresie od urodzenia do wydania szczeniaka. Kolejny argument za rzetelnym wyborem hodowli to  także kwestie zdrowotne, od pochodzenia (selekcji) rodziców i warunków stworzonych przez hodowcę zależy kondycja naszego pupila. Warto o tym pamiętać i  "przejechać pół Polski", wracając z psem który wniesie do naszego domu zdecydowanie więcej radości niż trosk.

"Do nowego domu".
Termin odbioru szczeniaka z hodowli - bardzo często zaniedbywana kwestia o kluczowym znaczeniu dla kształtującej się psiej psychiki. Dom i właściciela szczeniak powinien zmienić przed 8 lub po 10 tygodniu życia. Ten środkowy okres nazywany jest czasem "utrwalania strachu". Negatywne przeżycia, które spotkają szczeniaka na tym etapie rozwoju, odcisną trwałe piętno na jego psychice. Dorosły pies może nie pokonać bariery strachu wobec sytuacji zapamiętanej jako negatywne przeżycie z tego okresu. Najczęściej nawet sprawna, profesjonalna pomoc wyłącznie "stępi reakcję", niestety nie eliminując bolesnego łańcucha skojarzeń.

"Wspólne łóżko".
To prawda, że ciężko sie powstrzymać... Milutkie, maleńkie szczenię aż się prosi by schować je pod kołdrę. Ale uwaga - za kilka miesięcy do łóżka będzie pakował się wielki i niekoniecznie pięknie pachnący kawał psa, któremu z puchatej kuleczki pozostanie tylko imię. Jeśli ta wizja nas nie zniechęca, pamiętajmy, że pies nie zrozumie dlaczego nagle ten przywilej stracił. Równie bardzo w psiej głowie nie mieści się dlaczego po całonocnym wspólnym spaniu następuje wielogodzinna rozłąka... To gigantyczne źródło frustracji dla wielu czworonogów, które poza psim cierpieniem oznacza pogryzione meble, problemy eliminacyjne czy nadmierną pobudliwość. Fanom przytulania się do psów, gorąco polecam wspólne leżenie ale na psim, nie ludzkim posłaniu.

"Takie ząbki nic nie zrobią".
Zrobią więcej niż nam się wydaje. Ludzka ręka nie służy do gryzienia i takie granice warto postawić psu od pierwszych chwil wspólnych zabaw. To wcale nie jest naturalne, że małe szczeniaczki uroczo podgryzają nasze dłonie swoimi igiełkami. Gdy takie zachowanie - zbyt mocne używanie zębów stosują wobec matki lub rodzeństwa, są karcone i zniechęcane przez bolesne popiskiwanie. My natomiast na szczenięce ząbki reagujemy śmiechem i radością. Przypomnijmy to sobie, gdy nasze ręce będzie podgryzał dorosły pies - sami go tego nauczyliśmy... Niewłaściwe używanie zębów w zabawie, może być również dużym utrudnieniem w kontaktach z innymi psami, stając się źródłem sytuacji konfliktowych.

"Znowu siku na podłodze!"
Dużo szkody w relacjach między psem a człowiekiem, czynią zabiegi służące nauczeniu psa czystości. Dużo o tym już napisano, dobrych i sprawdzonych pomysłów też jest sporo. Niestety wciąż ogromną popularnością cieszy się łapanie szczeniaka za kark i wciskanie jego nosa w odchody. W ten sposób nauczymy psa, że czynności fizjologiczne są złe i "FE!" a przecież nie ucieknie przed nimi! Za wszelką cenę będzie się starał ROBIĆ TO podczas naszej nieobecności, szukając coraz lepszych kryjówek śmierdzącego kłopotu. Może się zdarzyć, że nawet gdy wspaniałomyślnie w odpowiednim momencie wystawimy go na trawnik, zablokuje się i nie będzie chciał się przy nas załatwić. Wynika z tego, że przede wszystkim nauczymy psa braku zaufania do nas samych.

"Bo on się boi".
Ludzki klucz do interpretowania szczenięcych zachowań przysparza wielu problemów - psom i ludziom. Wielu właścicieli wpada w złość i przerażenie, gdy na widok dorosłych psów ich szczeniak przytula się do ziemi a nawet posikuje pokazując brzuch. Najgorsze co możemy wtedy zrobić to podwieszenie lub wzięcie go na ręce. W pierwszym przypadku jest to klasyczne skojarzenie dwóch bodźców - nieprzyjemnego doznania z widokiem drugiego psa, które ma szansę trwale zaburzyć kontakty naszego pupila z innymi psami. W drugim natomiast odebranie psu jakiejkolwiek możliwości reakcji (zdrowe szczenię zawsze wybierze zabawę lub uległość).Pies na rękach staje się bezbronny, sztywnieje. Nie róbmy tego, bo nawet jeśli się boi (co w naturze pozwala szczeniakowi przetrwać), to wzięty na ręce będzie głęboko przerażony. Efekt końcowy ten sam, choć w ekstremalnym wydaniu oznacza histeryczne wdrapywanie się na właściciela, gdy tylko w pobliżu pojawi się inny pies...

"Oj, bo ucieknie".
Szczeniak nie zna komend, więc go nie puszczamy. Energetyczny wulkan, futrowany super karmą, szarpie się na smyczy. Chce biegać a nie może. To epicentrum wielu późniejszych problemów ze smyczą, nauką komend  oraz szerokiego wachlarza nieprawidłowych reakcji na inne psy. To prawda, że pies jeszcze nie zawsze reaguje na swoje imię. Jednak na pewno nie będzie obojętny na ulubioną piszczącą zabawkę, którą zna ze wspólnych zabaw w domu. Jeśli dodatkowo puścimy go z przyczepioną długą linką (cienką i lekką), psi maluch będzie wolny i bezpieczny.

"Nie ciągnij".
Przyzwyczajanie do smyczy, obroży i kagańca - tak. Wymaganie idealnego chodzenia na smyczy - nie. Za wszelką cenę unikajmy szarpania lub przyduszania szczeniaka (psa w każdy wieku) - gdy bardzo ciągnie na jakiś czas zastąpmy obrożę szelkami. Naukę chodzenia na smyczy, wprowadzajmy od początku. W pierwszych kilku minutach na sztywnej i dość krótkiej smyczy (stała trasa na polanę, gdzie można bezpiecznie spuścić psa), następnie dbając o swobodne wybieganie psiny i rozładowanie szczenięcego wulkanu energii. Po takim aktywnym spacerze o wiele łatwiej osiągniemy powrót na luźnej smyczy i unikniemy jej napinania, które obok złego nawyku, grozi także wypracowaniem zachowania samonagradzającego.

"Przejęcie kontroli - zaburzenia komunikacyjne".
Ograniczając swobodny kontakt głównie przez ściąganie na smyczy, wypaczamy naturalny język, którym psy się posługują. Zmodyfikowana w kierunku grożącej postawa jest dokładnie tak odbierana przez partnerów interakcji. W konsekwencji prowadzi do zatargów lub w najlepszym przypadku do uniknięcia jakiegokolwiek kontaktu. Powtarzalność takiej postawy, może skutkować  trwałym i złym nawykiem atakowania na napiętej smyczy lub tendencji do nadmiernej uległości i uciekania przed innymi psami.